Jak IKEA zmienia obsługę klienta w zdalne miejsce spotkań?

7 maj 26 | Podcast

Chat jako moment prawdy: jak naprawić doświadczenie klienta po zmianie technologii

Zmiana systemu do obsługi klienta często wygląda na projekt technologiczny. Nowe narzędzie, nowe funkcje, nowe możliwości, nowy interfejs dla pracowników. W teorii wszystko powinno działać lepiej.

A potem przychodzą dane.

Satysfakcja klienta spada, pracownicy mierzą się z nową rzeczywistością, a organizacja zaczyna zadawać pytanie: czy problem leży w systemie, procesie, komunikacji, sposobie pracy, a może we wszystkim po trochu?

O tym w rozmowie z Piotrem Wojciechowskim opowiada Marta Kozicka-Trojan, Country Experience Design Manager w IKEA Domolinia. Jej zespół odpowiada między innymi za jakość obsługi, analizy biznesowe, projekty procesowe i technologiczne, komunikację oraz doświadczenia klientów w zdalnych kanałach kontaktu.

To rozmowa o tym, jak z pozornie technicznego problemu przejść do głębszej pracy z doświadczeniem klienta, pracownika i biznesu. I o tym, dlaczego CX nie polega na bieganiu z klientem za rękę po łące.

Domolinia, czyli więcej niż infolinia

Domolinia IKEA to zdalne miejsce spotkań z klientami. Nie jest klasyczną infolinią, która wyłącznie odpowiada na pytania po zakupie.

To obszar, w którym klienci kontaktują się telefonicznie i przez czat, składają reklamacje, uzyskują wsparcie, ale też planują swoje przestrzenie życiowe: kuchnie, salony czy szafy PAX. To miejsce, w którym zdalna obsługa spotyka się ze sprzedażą, doradztwem, back-office’em, analizą danych i projektowaniem procesów.

Z perspektywy Customer Experience to szczególnie ciekawe miejsce. W Domolinii widać bowiem nie tylko samą rozmowę z klientem, ale też to, co wydarzyło się wcześniej i co może wydarzyć się później.

Dlaczego klient trafił do kontaktu? Czy wcześniej czegoś nie zrozumiał? Czy proces online zadziałał? Czy po rozmowie wie, co dalej zrobić? Czy wróci do sklepu, infolinii albo czatu, bo nadal nie ma jasności?

To właśnie takie punkty styku często pokazują, gdzie doświadczenie klienta naprawdę się łamie.

Zmiana systemu i spadek satysfakcji

Jednym z kluczowych momentów była zmiana systemu do obsługi czatu. Organizacja była w trakcie przechodzenia od centrum obsługi klienta do bardziej zdalnego miejsca spotkań z klientami. W tym samym czasie pojawił się wyraźny spadek satysfakcji klientów w kanale czatowym.

To był moment, w którym łatwo byłoby powiedzieć: winny jest system.

I częściowo rzeczywiście system miał swoje ograniczenia. Nie wszystkie funkcjonalności działały idealnie. Brakowało niektórych powiadomień. Klienci czasem nie widzieli, że pracownik już odpisał, znikali z rozmowy, a po kilkunastu minutach wracali do informacji, że czat został zakończony.

Ale najważniejsza decyzja polegała na tym, żeby nie zatrzymać się na diagnozie „system jest problemem”.

Marta i zespół zadali sobie pytanie: co jest w naszych rękach? Co możemy zmienić już teraz, nawet jeśli nie wszystkie technologiczne poprawki są dostępne od razu?

Najpierw samemu przejść ścieżkę klienta

Pierwszym bardzo praktycznym krokiem było wejście w rolę klienta. Marta sama złożyła reklamację przez czat. Inne osoby z zespołu przechodziły różne scenariusze: zadawały pytania, kupowały przez czat, sprawdzały proces reklamacyjny i obserwowały, co dzieje się na każdym etapie.

To proste ćwiczenie, ale często właśnie ono ujawnia najwięcej.

Z perspektywy organizacji łatwo zakładać, że klient wie, co się wydarzy. Że zaczeka. Że zauważy komunikat. Że rozumie logikę procesu. Że domyśli się, kiedy rozmowa została zakończona albo kiedy pojawi się ankieta.

Z perspektywy klienta wygląda to inaczej. Klient ma jedną z wielu spraw do załatwienia w ciągu dnia. Jeśli dostał odpowiedź, wychodzi z czatu. Jeśli nie wie, że po kilkunastu sekundach pojawi się ankieta, nie zostawi opinii. Jeśli nie widzi, że konsultant odpisał, może uznać, że nikt się nim nie zajmuje.

Przejście własnego procesu pomogło zobaczyć te drobne, ale bardzo ważne momenty.

Ankieta, której klient nie widział

Jednym z najprostszych odkryć było to, że ankieta satysfakcji pojawiała się dopiero kilkanaście sekund po zakończeniu rozmowy.

Klient, który szybko otrzymał odpowiedź i był zadowolony, zwykle po prostu kończył czat. Nie czekał, bo nie miał powodu czekać. W efekcie organizacja traciła część pozytywnego feedbacku.

To ważny insight: czasem problemem nie jest sama satysfakcja klienta, ale sposób jej mierzenia.

Zespół nie zaczął agresywnie zachęcać do pozytywnych ocen. Nie chodziło o manipulowanie wynikiem ani proszenie tylko zadowolonych klientów o opinię. Wprowadzono neutralną informację na koniec rozmowy: klient może zostawić opinię.

Ta drobna zmiana zwiększyła świadomość klientów i pozwoliła odzyskać głos osób, które wcześniej znikały z procesu po dobrze załatwionej sprawie.

Chat to trudniejszy kanał niż telefon

W rozmowie mocno wybrzmiewa specyfika czatu. W telefonie konsultant ma do dyspozycji głos: ton, tempo, parafrazę, reakcję w czasie rzeczywistym. Nie ma mowy ciała, ale nadal jest głos.

Na czacie zostają litery.

Każde opóźnienie, kropka, brak odpowiedzi, emotikon, zbyt formalny ton albo zbyt luźny komunikat może zostać odczytany inaczej, niż zakładała organizacja. Marta żartobliwie przywołuje nawet „kropkę nienawiści”, czyli sytuację, w której zwykła kropka w wiadomości może brzmieć dla odbiorcy oschle albo pasywno-agresywnie.

To pokazuje, że obsługa pisemna wymaga osobnej pracy komunikacyjnej. Nie da się po prostu przenieść standardów z telefonu na czat.

Dlatego zespół pracował nad językiem, sposobem odpowiedzi, pożegnaniem, tonem komunikacji, użyciem emotikonów i dopasowaniem stylu do klienta.

Emotikony? Tak, ale z głową

W IKEA ton marki jest ciepły, przyjazny i bliski klientowi. Dlatego emotikony mogą mieć swoje miejsce w komunikacji.

Ale nie zawsze.

Jeśli klient pisze w trudnej sytuacji, jest zdenerwowany, formalny albo bardzo poważny, odpowiedź pełna uśmiechów byłaby nietrafiona. Jeśli klient pisze na „pan/pani”, konsultant powinien się do tego dostosować. Jeśli klient komunikuje się luźno, można odpowiedzieć bardziej swobodnie.

To prowadzi do jednej z najważniejszych decyzji: zespół nie opiera się na sztywnych skryptach.

Są wytyczne, ramy, kalibracje, szablony wspierające pracę i wspólne rozumienie jakości. Ale nie ma mechanicznego scenariusza, przez który każdy konsultant musi przejść niezależnie od sytuacji.

Przy mnogości potrzeb klientów i różnorodności sposobów pisania sztywny skrypt byłby ryzykowny. Mógłby tworzyć doświadczenie niespójne, sztuczne i oderwane od realnej rozmowy.

Rama zamiast skryptu

To bardzo ważna lekcja dla organizacji obsługowych.

Brak skryptu nie oznacza braku standardu. Oznacza inny rodzaj standardu.

Zamiast mówić pracownikowi dokładnie, jakie zdanie ma wypowiedzieć, organizacja określa, jakie doświadczenie chce budować, jak rozumie dobrą odpowiedź, co powinno być spełnione, jak kalibrować jakość i jak reagować na różne typy sytuacji.

Wymaga to większego zaufania do pracowników. Wymaga też regularnej pracy z menedżerami, kalibracji i rozmów o konkretnych przykładach.

Ale efekt może być znacznie bardziej naturalny. Klient nie czuje wtedy, że rozmawia z formularzem, tylko z człowiekiem, który rozumie kontekst.

Klient zewnętrzny i klient wewnętrzny

Kolejnym etapem było głębsze wejście w ścieżki klientów. Zespół zaczął patrzeć na projekty, procesy i technologie przez perspektywę dwóch grup: klienta zewnętrznego oraz klienta wewnętrznego, czyli pracownika.

To bardzo ważne, bo zmiany w obsłudze klienta nie mogą być projektowane wyłącznie „dla klienta”, jeśli równocześnie utrudniają życie pracownikom.

Pracownik, który obsługuje czat, reklamację albo planowanie kuchni, musi mieć narzędzia, wiedzę, proces i komunikację pozwalające mu dobrze wykonać pracę. Jeżeli proces jest niejasny dla pracownika, bardzo szybko stanie się niejasny także dla klienta.

Dlatego doświadczenie klienta i doświadczenie pracownika w kontakcie z klientem są ze sobą nierozerwalnie połączone.

Zespół, który sam był w zmianie

Ważny kontekst tej historii: zespół Experience Design był stosunkowo nowy, miał wiele odpowiedzialności i sam przechodził przez zmianę.

Z jednej strony musiał poprawiać doświadczenie klienta. Z drugiej — budował własną rolę w organizacji, uczył się współpracy z operacjami, biznesem i interesariuszami. Z trzeciej — musiał pokazywać, czym właściwie może być CX w praktyce.

Marta używa metafory kokpitu samolotu, w którym wszystko świeci się na czerwono. To dobrze oddaje napięcie: jednocześnie trzeba reagować na bieżące problemy, budować zaufanie, uczyć się procesu, współpracować z ludźmi i dowozić efekty.

Tego rodzaju zmiana nie dzieje się jednym warsztatem.

Biznes musi wiedzieć, co może zrobić z CX-em

Jedna z najmocniejszych myśli z rozmowy brzmi: organizacja często nie wie, co może zrobić z zespołem CX.

Zespoły doświadczeń czasem frustrują się, że biznes ich nie rozumie, nie zaprasza do rozmów albo nie traktuje jak partnerów. Ale warto zadać drugie pytanie: czy biznes w ogóle wie, jaką usługę CX może mu dać?

W tej historii ważnym zadaniem zespołu było „sprzedanie” swojej wartości wewnątrz organizacji. Nie w sensie autopromocji, ale pokazania konkretu: z czym możemy pomóc, jaki problem rozwiążemy, jaki będzie benefit, na jaki wskaźnik wpłyniemy, jak odciążymy zespół, co dowieziemy razem.

To zmienia rozmowę.

Zamiast mówić: „mamy metodologię, warsztaty, mapy ścieżek i service design”, lepiej powiedzieć: „pokażemy, gdzie klient się gubi, co możemy poprawić, jak to przetestować i jaki efekt może z tego mieć twój obszar”.

Analityk w zespole CX jako game changer

Marta podkreśla też znaczenie analityki biznesowej w zespole. Obecność osoby analitycznej pomaga łączyć głos klienta, dane operacyjne, wskaźniki i potrzeby biznesu.

To szczególnie ważne, gdy trzeba rozmawiać z interesariuszami językiem korzyści.

Nie każdy pain point od razu trafia na stół. Nie każda negatywna opinia musi uruchamiać projekt. Organizacja ma ograniczone zasoby, priorytety, cele sprzedażowe i operacyjne. Dlatego CX musi umieć ważyć tematy, pokazywać skalę, wpływ i sens zmiany.

Dane pomagają nie tylko udowodnić problem. Pomagają też zdecydować, czym zająć się teraz, a co trzeba odłożyć.

CX nie jest od biegania z klientem po łące

W rozmowie pojawia się bardzo obrazowe zdanie: CX nie jest od biegania z klientem za rękę po łące.

To ważna przeciwwaga dla myślenia, że Customer Experience oznacza uszczęśliwianie klientów za wszelką cenę.

Organizacja musi zarabiać, działać operacyjnie, realizować cele i podejmować decyzje biznesowe. CX nie stoi poza tym światem. Działa właśnie w nim.

Dobre zarządzanie doświadczeniem klienta polega na szukaniu takich rozwiązań, które są dobre dla klienta, możliwe dla pracownika i sensowne dla biznesu. To nie jest miękka funkcja od „fajnych rzeczy”. To praca z procesami, zmianą, danymi, priorytetami i odpowiedzialnością.

Kolorowe ptaki, które muszą rozumieć biznes

Marta mówi też o ryzyku, które zna wiele osób z obszaru CX i service designu. Z zewnątrz ta praca może wyglądać jak kolorowe karteczki, prototypy, warsztaty i kreatywne ćwiczenia.

Te narzędzia są potrzebne. Ale jeśli zespół CX zakocha się w metodologii bardziej niż w efekcie biznesowym, łatwo straci zaufanie organizacji.

Biznes nie zawsze musi rozumieć cały proces projektowy. Nie każdy dostaje gęsiej skórki na słowo „service design”. I to jest w porządku.

Rolą zespołu CX jest znać metodologię, umieć ją wykorzystać, ale na zewnątrz opowiadać o rezultacie: co się zmieni, po co, dla kogo, jaką wartość to przyniesie i jak poznamy, że działa.

Trwała zmiana potrzebuje czasu

Efekt? Satysfakcja klienta wróciła na dobre tory. Ale Marta bardzo wyraźnie podkreśla, że nie „naprawiła” tego sama. Udało się dzięki pracy zespołowej: pracowników, menedżerów, operacji, analityków i interesariuszy.

W rozmowie pojawia się też ciekawa obserwacja: trwała zmiana w obszarze CX często potrzebuje dwóch–trzech lat.

Quick winy są ważne i warto po nie sięgać. Można szybko poprawić komunikat, przesunąć informację, zmienić fragment procesu. Ale zmiana sposobu pracy, współpracy, myślenia i zaufania w organizacji trwa znacznie dłużej.

To czas, w którym zespół wchodzi w swoją rolę, biznes uczy się, jak z nim współpracować, a relacje zaczynają działać nie tylko na poziomie formalnym, ale też ludzkim.

Głos klienta wysoko na agendzie

Jednym z dowodów tej zmiany jest rytm spotkań operacyjnych. Dziś głos klienta pojawia się wysoko w strukturze takich spotkań, zaraz po kwestiach operacyjnych.

Zespół regularnie rozmawia o tym, co słychać u klientów, jak realizowane są priorytety jakościowe, jak bot obsługuje klientów i gdzie pojawiają się sygnały wymagające uwagi.

To pozornie mała rzecz, ale w praktyce bardzo dużo mówi o dojrzałości organizacji. Jeśli klient jest zawsze na końcu agendy, łatwo go pominąć. Jeśli pojawia się na początku, staje się częścią codziennego zarządzania.

Makrocel i mikrodostosowania

Marta podkreśla, że trzeba jednocześnie trzymać poziom makro i mikro.

Makro to cel, wizja, kierunek i strategia kontaktu z klientem. Trzeba wiedzieć, do czego organizacja dąży i jakiego doświadczenia chce dostarczać.

Mikro to codzienne decyzje, pilotaże, testy, zmiany sposobu działania, reagowanie na dane i dopasowywanie planów do rzeczywistości.

Plan przygotowany dziś za miesiąc może wyglądać inaczej. To nie musi oznaczać porażki. Jeśli cel pozostaje jasny, zmiana sposobu dojścia jest naturalna.

Coroczna rewizja i strategia kontaktu z klientem

Zespół co roku wraca do swojej wizji i robi rewizję działań. Patrzy na rynek, rozkład kontaktów, kanały, w których klienci są obecni, oraz miejsca, w których organizacja jeszcze ich dobrze nie widzi.

Z takiej pracy powstała między innymi odświeżona strategia kontaktu z klientem. Zespół otworzył nowy kanał kontaktu, usprawnił inny i przejął obsługę kolejnego obszaru.

To pokazuje, że CX dojrzewa wtedy, kiedy przestaje być tylko reakcją na problem, a zaczyna aktywnie kształtować sposób kontaktu organizacji z klientami.

Ścieżka klienta działa tylko wtedy, kiedy żyje

W rozmowie pojawia się też ważne przypomnienie: ścieżka klienta jest tylko narzędziem.

Mapa sama w sobie niczego nie zmienia. Ma wartość dopiero wtedy, kiedy zespół do niej wraca, aktualizuje ją, sprawdza nowe dane, testuje rozwiązania i używa jej jako podstawy do rozmowy z biznesem.

To samo dotyczy insightów. Nie wystarczy je znaleźć. Trzeba umieć je opowiedzieć, osadzić w kontekście i przełożyć na działanie.

Customer Lab, czyli pętla informacji zwrotnej w organizacji

Od ponad roku zespół wydaje comiesięczny newsletter Customer Lab. To sposób na dzielenie się z organizacją tym, co dzieje się „oczami klienta”.

Newsletter pokazuje nowe projekty, zmiany, insighty, aktywacje, komunikaty i to, jak widzi je klient. Są tam wskaźniki, ale nie jako cel sam w sobie. Dane wspierają opowieść o doświadczeniu klienta, zamiast ją zastępować.

To ważny element budowania kultury CX. Organizacja potrzebuje nie tylko raportów, ale też regularnej narracji: co widzimy, czego się uczymy, co zmieniamy i dlaczego to ma znaczenie.

Czego Marta powiedziałaby sobie na początku?

Na koniec rozmowy pada pytanie: co powiedziałaby sobie z początku tej drogi?

Odpowiedź jest bardzo prosta: spokojnie, będzie dobrze.

W praktyce oznacza to trzy rzeczy.

Po pierwsze, warto zaufać ludziom i rozmawiać otwarcie. Zmiana dzieje się przez relacje.

Po drugie, trzeba dać sobie czas. Wartość nie zawsze pojawia się natychmiast, a zaufanie buduje się krok po kroku.

Po trzecie, trzeba się uczyć i próbować jeszcze raz. W tej pracy nie ma jednego frameworku, który zadziała wszędzie. Jest ciągłe sprawdzanie, poprawianie, testowanie i szukanie wspólnego sposobu działania.

Najważniejsze lekcje z rozmowy

Historia Marty Kozickiej-Trojan i IKEA Domolinii pokazuje, że spadek satysfakcji po zmianie technologii nie musi być wyłącznie problemem systemowym. Może stać się początkiem głębokiej pracy nad procesem, komunikacją i rolą CX w organizacji.

Po pierwsze, zanim uznamy, że winny jest system, warto przejść ścieżkę klienta samodzielnie. Proste service safari potrafi pokazać rzeczy, których nie widać z perspektywy organizacji.

Po drugie, pomiar satysfakcji też jest doświadczeniem. Jeśli klient nie wie, że może zostawić opinię, dane mogą nie oddawać pełnego obrazu.

Po trzecie, czat wymaga osobnego podejścia komunikacyjnego. To kanał, w którym ton, tempo, kropki, emotikony i brak powiadomień mają ogromne znaczenie.

Po czwarte, rama często działa lepiej niż sztywny skrypt. Pracownicy potrzebują wytycznych, kalibracji i zaufania, a nie zawsze gotowych zdań do odczytania.

Po piąte, CX musi umieć sprzedawać swoją wartość wewnątrz organizacji. Biznes powinien rozumieć, co może zyskać dzięki współpracy.

Po szóste, analityka pomaga przełożyć głos klienta na język decyzji, priorytetów i wskaźników.

Po siódme, trwała zmiana potrzebuje czasu. Quick winy są ważne, ale zaufanie, relacje i sposób pracy budują się przez lata.

Podsumowanie

Ta rozmowa dobrze pokazuje, że Customer Experience w praktyce rzadko zaczyna się od wielkiej strategii. Czasem zaczyna się od spadającego wskaźnika satysfakcji po wdrożeniu nowego systemu czatowego.

Ale właśnie takie momenty są najciekawsze.

Bo organizacja może wtedy wybrać jedną z dwóch dróg. Może szukać winnego w technologii. Albo może potraktować problem jako zaproszenie do lepszego zrozumienia klienta, pracownika, procesu i własnej roli w biznesie.

W historii IKEA Domolinii najważniejsze okazały się rzeczy pozornie proste: samemu przejść proces, zobaczyć, gdzie klient znika, poprawić komunikację, dać pracownikom ramę zamiast skryptu, rozmawiać z biznesem językiem korzyści i cierpliwie budować zaufanie.

To właśnie w takich działaniach widać, że CX nie jest miękkim dodatkiem do organizacji.

Jest sposobem prowadzenia zmiany.